Wsiadłem do auta i ruszyłem do domu.
Gdy byłem na miejscu nikogo nie zastałem.
-Co to jest ?-powiedziałem do siebie.
Zobaczyłem małą karteczke pod wycieraczką.
Gdy ją przeczytałem aż łzy podeszły mi do oczu.Jak to? Nie dawałem jej bezpieczeństwa? Przecież starałem sie jak mogłem.Najwyraźniej nie tak bardzo.
-Musze ją odnaleźć.
Nie dam tak łatwo za wygraną.Wsiadłem więc do auta i pojechałem na dworzec.
-Kurwa,nie ma jej-powiedziałem do siebie po czym walnąłem pięścią w ściane.Bolało.Gdyby była tu Alice było by inaczej.Jak ja mogłem dopuścić do tego żeby ona ode mnie uciekła? To przecież ja miałem dać jej bezpieczeństwo,nie chce by ona ode mnie uciekła.To moja wina.
Następne do głowy wpadło mi lotnisko.Szybko wybiegłem z dworca i jak burza wparowałem do auta i odjechałem.
*oczami Alice*
Byłam już na lotnisko.Popatrzyłam na tablice ogłoszeń.
-Wyjadę gdzieś,gdzie Harry mnie nie znajdzie,Vancouver ? Nie,Nowy York,tak tam wyjadę-powiedziałam do siebie. (proszę nie patrzcie na godziny,nie mogłam innego zdjęcia znaleźć)
-Usiadłam na walizce i czekałam.
______________________________
30 min później nadleciał mój samolot.Wzięłam moją walizkę i ze łzami w oczach szłam do odprawy.
Nie wiedziałam co robić.Chciałam tu zostać.Ale nie chciałam żyć z nim.
Ciągły strach nie pozwalał mi na to.
*Oczami Harrego*
Dotarłem wreszcie na lotnisko.Zaparkowałem i wybiegłem z auta.
Pierwszy lot ; New York.Pobiegłem w strone odprawy.Samolot odlatywał za 5 minut.
Niestety nie zdążyłem.Przeszukałem całe lotnisko,ani śladu po niej.
-Pan Styles ?-zapytała mnie kobieta w mundurze
-Tak,coś sie stało ?
-Pani Alice kazał to panu przekazać-odpowiedziała
Przeczytałem karteczke.Co to miało znaczyć?Nie dawałem jej wystarczającego bezpieczeństwa?
Pozostawiła na karteczce tylko swój numer.Dopiero teraz uświadomiłem sobie że jej nie ma.
Podszedłem pod tablice przylotów.
-Kurwa,22.43-powiedziałem to siebie.
Postanowiłem zadzwonić do szpitala.
-Halo?Dzień Dobry,ja chciałem zapytać sie o stan Louisa Tomlinsona
-A jest pan kimś z rodziny?-zapytała pielęgniarka
-Tak,bratem-skłamałem
-Wszystko z nim w porządku,ma obrażenia,ale wyjdzie z tego szybko.
Odpowiedziała,szybko sie rozłączyłem gdy to usłyszałem.Więc jeśli z Lou będzie wszystko dobrze,to moge jechać szukać Alice.
Pobiegłem kupić bilet na następny samolot do Nowego Yorku.Gdy Louis wyjdzie tylko ze szpitala od razu mu wszystko wyjaśnię.Boli mnie to że nie moge być z najlepszym przyjacielem,ale Lou chyba zrozumie to ze chce znaleźć Alice.A jeśli coś sie jej stanie? Nie wybacze sobie tego.Zaraz,co? Dlaczego ja sie o nią tak troszczę? Czy ja ją kocham? Nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie.Kocham ją czy nie?
___________________________________
Siedziałem na lotnisku chyba ze 4 godziny gdy nagle usłyszałem że za około 25 minut odleci samolot do Nowego Yorku.Teraz uświadomiłem sobie że nie mam żadnych rzeczy przy sobie tylko portfel i telefon.
Pójde na zakupy z Alice gdy wyląduje.Ehh..jeśli ją odnajdę.Ale musze być dobrej myśli.
Poszedłem do odprawy.Dość szybko ona minęła.Chciałem być już w Nowym Yorku,chciałem widzieć już Alice.

Cudo.. *.* pisz szybko dalej ^^
OdpowiedzUsuńZajebiste next <
OdpowiedzUsuńEj no pisz kilka na dzień :3 Next <3
OdpowiedzUsuńTroche trudno będzie ponieważ ja jeden potrafię pisać cały dzień,ale dzisiaj moze napisze 2 rozdziały :)
UsuńTak tak proszę :3
UsuńWeź zdób to dla mnie :D :3
Next please <3
OdpowiedzUsuń-Kasia xx
hdgsugefvjk Wciągneło mnie *--*
OdpowiedzUsuńale on kochany ! *.*
OdpowiedzUsuń